.

Potem zobaczyłem lektykę narzeczonej księcia. Jakby płynęła w powietrzu, wielka i biała, niesiona przez królewską gwardię honorową. Otaczający ją młodzi szlachcice z pochodniami byli zmoknięci i ubłoceni do kolan. Zdobiące ją kwiaty i wieńce były poszarpane przez wiatr i deszcz. Ta sterana przez kaprysy pogody lektyka wyglądałaby złowieszczo, gdyby nie siedząca w niej dziewczyna. Zasłony lektyki nie były zaciągnięte przed wiatrem, lecz zupełnie odsunięte. Trzy siedzące w środku damy Sześciu Księstw wyglądały na zmoknięte i w pełni świadome tego, że deszcz spływa z ich fryzur i moczy suknie. Lecz siedząca między nimi dziewczyna zdawała się cieszyć burzą. Jej czarne jak węgiel włosy były długie i luźno rozpuszczone. Mokre od deszczu, niczym focze futro oblepiały jej głowę, a jej oczy również przypominały focze: wielkie, ciemne i łagodne. Spojrzała na mnie, kiedy mnie mijali, i błysnęła białymi zębami w uśmiechu. Miała, jak powiedział książę, jedenaście lat. Była dobrze zbudowaną kobietką, o wydatnych kościach policzkowych i szerokich ramionach, i najwyraźniej nie chciała stracić ani chwili ze swej podróży do zamku na szczycie góry. Być może na cześć oblubieńca, miała na sobie suknię w niebieskim kolorze Księstwa Koziego i dziwną ozdobę we włosach, a do tego uszytą z białej skóry bluzę z wysokim kołnierzem i wyhaftowanymi złotą nicią skaczącymi narwalami. Gapiłem się na nią, mając wrażenie, że już ją gdzieś widziałem, albo kogoś z jej rodu, lecz zanim zdołałem sobie przypomnieć, lektyka minęła mnie, wnoszona na wzgórze. Wciąż musiałem czekać w ulewnym deszczu, gdyż za nią szły następne szeregi jej i naszych ludzi.. - Kocioł! - wybuchnął Rahmi. - To kocioł!. Ajton uśmiechnął się.. Daktyloskopijne? — Unieśli dłonie, które lekko rozbłysły w świetle lamp. —. Chociaż wszyscy, z wyjątkiem dwóch, przewyższali go rangą, większość z nich znał osobiście. Stanowili znaczną część generalskiego sztabu na Dakkarze. W czasie wojny byli rozrzuceni na wielkim obszarze galaktyki. Gdy na Dakkarze zaczęły się kłopoty, ściągnięto ich tutaj. Ta kolonia była wyjątkowo krnąbrna, wylęgarnia innowacji, jak również socjologiczny przykład dla innych światów Ziemian. To było dobre miejsce, by zauważyć nowe trendy, zarówno te złe, jak i dobre. Pełniąc obowiązki speca od komunikacji, dwukrotnie, ale przelotnie spotkał generała Levaughn’a. Nie można było wyrobić sobie o kimś opinii na podstawie tak krótkotrwałych kontaktów, zaś generał nie miał zwyczaju zwierzać się swoim porucznikom, ani prosić ich o radę. Wszystko, co Al-Haikim wiedział o swoim względnie młodym dowódcy, to to, że jego kariera była błyskotliwa. Levaughn był sławny jako oddany żołnierz i nieugięty wojownik. Krążyły plotki, że dzięki osobistemu udziałowi w negocjacjach pomógł rozwiązać kilka zajadłych, południowo-wschodnich konfliktów.. - Prosiliśmy o dowody! - huknął. - To nie są dowody. To przypuszczenia. Gdzie są wasze dowody? Gdzie wasi świadkowie? Nie będziemy tolerowali takiego zachowania. Domagamy się wyjaśnień..