Bylo tak:
Na wycieczke zabrali sie: Ziemo, Zdyboo, Czarny Kruk, TFox no i ja.
Zakupilismy bilety (czemu Czarny wybral najdluzsza kolejke do kasy???),
zapakowalismy sie do pociagu i pojechali. W Klodzku przesiadka - Pan
Konduktor oddal nam do dyspozycji pol wagonu (no, prawie - jeden taki duzy
przegub w wagonie) i bylo klawo. Tylko jakby sie chlodniej robilo. A Zdyboo
wypatrywal jakichs apokaliptycznych wizji ulewy, burzy, huraganu, gradobicia
i potopu w jednym. Straszyl nas kazdym dojrzanym obloczkiem na niebie, a jak
jakis ptak nasikal na szybe to obwiescil oberwanie chmury. Ale jakos nic sie
nie dzialo, i spokojnie dojechalismy do Kudowy.
Juz przy stacji czesc
wycieczki poczula koniecznosc odwiedzenia sklepu.
Szybko jednak zrobili sprawunki i moglismy sie udac do Parku Zdrojowego i
Pijalni wod na degustacje lokalnych szczawow. Jakas kobieta na stoisku z
pamiatkami sie awanturowala, ze do Pijalni nie wolno wprowadzac rowerow (byl
tylko zakaz wprowadzania psow), ale szkoda bylo czasu, zeby wyjasniac te
kwestie z policja czy straza miejska. Wiec tylko lyknelismy co nieco,
zatankowali wody w bidony i wreszcie rozpoczeli wycieczke wjezdzajac na
miedzynarodowa trase rowerowa Sciany (chyba, ale czemu nie znakowana?), by
po chwili ja opuscic i czerwonym szlakiem rozpoczac pierwsze solidne
podjazdy. No i zjazdy, na ktorych bezpieczniej bylo sprowadzac rower. Na tym
odcinku okazalo sie tez, ze Zdyboo ma popsuty rower. Zdiagnozowana awaria
lancucha nie do konca byla trafna, gdyz jego remont nie zlikwidowal
problemu. A zajelo to tak pol godziny lekko liczac. Coz - Zdyboo zostal bez
malej zebatki i zdesperowany chcial wracac do Kudowy, ale z Przeleczy
Lewinskliej blizej bylo juz do Lewina. Koniec koncow dal sie namowic na
wycieczke az do Dusznik, ale dojechal z nami az do Klodzka. W koncu jak sie
nie da jechac na sredniej, znak, ze nalezy rower wprowadzac.
Pojechalismy szlakiem niebieskim przez Lewin a potem zielonym przez Lasek
Miejski i Jerzykowice, by w koncu wjechac na szlak zolty. Byl fajny podjazd
i nieco blotka. Potem znow niebieski szlak, ktory mial nas zawiesc na
Gomole, gdzie czekaly ruiny zamku Homole. Po drodze zaszly jednak
nieprzewidziane wypadki. Bo szlak przez kilkadziesiat metrow wiodl droga
krajowa 8 w dol, w kierunku Kudowy. I jakos tak co niektorzy (TFox
zwlaszcza) puscili hamulce i pognali przed siebie miast skrecic w "nasza"
droge. Po jakims czasie sie dopiero zorientowal, ze jedzie w innym peletonie
(mu sie szosowcy na kolo zabrali) i z mala pomoca Ziemo wrocil na wlasciwy
szlak. Przy czym okreslenie "wlasciwy" nie do konca jest prawdziwe. Bo
Gomola okazala sie stromym bardzo wzniesieniem, ktore trzeba bylo
trawersowac z rowerem na grzbiecie. A na domiar zlego buty sie w blocie
slizgaly i nawet bez roweru ciezko by sie podchodzilo. Ale dalismy rade. Na
gorce zas byly ruiny. A raczej kupka pozlepianych kamieni. Cos w sam raz dla
Piopisa!
Mimo gniewu uczestnikow, gotowych w ramach rewanzu za te podejscie do owej
fantastycznej atrakcji ukamieniowac mnie tymi kamieniami na miejscu uszedlem
z zyciem i po zjazdo-zejsciu i niedlugim odcinku czerwonego szlaku
dojechalismy do Dusznik Zdroju. W okamgnieniu zwiedzilismy Rynek, zrobilismy
kilka ujec zabytkowej Papierni i udalismy sie do Parki Zdrojowego. Tam
nastapil kilkunastominutowy popas polaczony z degustacja lokalnych wod
mineralnych, serwowanych na zimno oraz na cieplo. Wedle koneserow prym wiodl
"Jan Kazimierz" (szczawa wodoroweglanowo-wapniowo-sodowa, siarczkowa) o wlos
wyprzedzajac "Pieniawe Chopina" (szczawa wodorweglanowo-wapnio-sodowa,
zelazista). Wod ze xrodel "Agata", "Jacek" i B-4 nawet nie szukalismy.
Po popasie odnalexlismy zolty szlak, ktory prowadzil do schroniska pod
Muflonem (delikatne podejscie). Stamtad rozposcierala sie piekna panorama
Dusznik, ktora obserwowac mozna bylo z wygodnego siedziska. Brakowalo tylko
instalacji do ciagniecia piwa, ale latwo mozna by taka zamontowac. Mysmy
jednak piwa nawet nie mieli wiec pojechalismy dalej zoltym szlakiem, ktory
laczyl sie tu ze szlakiem rowerowym. Fajna, asfaltowa, rowna droga - taka
"czeska" - ktora jednak po chwili schodzila w dol, nasz szlak zas wiodl do
lasu. Niestety, jak tylko czolo wycieczki wywachalo asfaltowy zjazd, to
zatrzymali sie dopiero na dole - z powrotem w Dusznikach. Ghrrrr! Na me
wolania nikt nie zwazal i trzeba bylo wracac: 100 m w gore na odcinku
niecalego kilometra. Niektorzy znowu wprowadzali. Wjechalismy w las, zolty
szlak gdzies zniknal, ale mu bezproblemowo przejechalismy Szczytna i
rozpoczelismy zdobywanie Szczytnika, na szczycie ktorego mial byc zamek (a
moze palac?). Podejscie bylo jeszcze bardziej strome, niz to na Gomole -
momentami dochodzilo do 70% (tak na oko). Szczesciem tym razem zamek okazal
sie zamkiem a nie kupka kamieni, ale i tak jakos malo kto mial ochote go
ogladac.
Ze Szczytnika do Polanicy byl juz tylko przyslowiowy rzut beretem (zna ktos
jakies przyslowie o rzucaniu beretem?). Nawierzchnia - czyli tak zwane
"telewizory" - jednoznacznie wskazywala, ze znalexlismy sie w innych gorach.
Byl fajny, szybki, lekko techniczny (i lekko blotny) zjazd, na ktorym ktos
ponoc zaliczyl glebe. Znaczy Czarny Kruk zaliczyl i Zdyboo zaliczyl i nie
wiem kto jeszcze - ja powodow do glebienia tam nie znalazlem. A w Polanicy
tradycyjne kosztowanie wody zdrojowej i udalismy sie na wieksze conieco na
deptaku. Niestety wybor knajpy poniewczasie okazal sie fatalny. Zamowione
pizze byly co prawda niczego sobie, ale obsluga, delikatnie rzecz mowiac,
slamazarna. Czekalismy ze 45 minut najmniej, a nalanie dwoch piw zajmowalo
pani z 10 minut. Coz...
Plany dojechania do Dlugopola juz dawno zostaly zazegnane (mniej wiecej w
chwili, gdy okazalo sie, ze Zdyboo ma popsuty rower) wiec skierowalismy sie
przez Wielislaw do Klodzka. Realnym bylo zdazyc na wczesniejszy pociag, wiec
predkosc nie schodzila ponizej 30 km/h. Moze i z tego powodu TFox z Czarnym
Krukiem wyjechali do przodu zbytnio i nieswiadomie przegapili miejsce, gdzie
nasza trasa opuszczala asfalt. Wjechalismy wiec gdzies w Klodzku i zaczely
sie poszukiwania drogi na dworzec Klodzko Glowne. Nie wiedziec jednak czemu
trafilismy na Klodzko Miasto, gdzie "naszego" pociagu nie bylo i byc nie
mialo. A zeby zdazyc na Glowny jakos czasu bylo malo. Zostal wiec czas na
zwiedzania miasta. Mam jednak wrazenie, ze wiekszosc osob byla malo
zainteresowana zwiedzaniem. Wiec udalismy sie na dworzec, ale idea Klodzka
Glownego tak sie spodobala niektorym, ze tam pojechala. A ja i Zdyboo
normalnie - na Klodzko Miasto. Spotkalismy sie wiec ponownie juz w pociagu
(mysmy ze Zdybem mieli lepsze miejsca J).
I to by bylo na tyle.
Dystans (od Parku Zdrojowego w Kudowie do podnoza Twierdzy w Klodzku): ok.
55 km
Suma przewyzszen: 1090 m
Czas wycieczki: 7 h 5'
Czas jazdy: 3h 50'
(za pamieci pisze, wiec moze byc troche niedokladnie)
Fotki sie wgrywaja, wiec niedlugo beda.
pzdr
matb