Polecielismy z zona i dwojka dzieci na Krete do hotelu Balos. Wybralismy BB
czytajac to co pisaliscie o tym biurze na grupie - glownie poprzedniego lata.
Ostatnio pojawilo sie troche narzekan, ale coz bylo robic - wycieczka kupiona
jeszcze w kwietniu, mielismy nadzieje, ze bedzie OK. Ale nie bylo.
Wedlug katalogu BB hotel Balos ma kategorie A (w Grecji jest lux, A, B, C, D i
moze cos jeszcze) a wedlug wywieszki-cennika na scianie pokoju kategoria B -
wlasciciel tez to potwierdzil. I nie chodzi przeciez o kategorie, tylko o
warunki jakie hotel zapewnia. A te wolaja o pomste do nieba.
Hotel sklada sie wlasciwie z dwoch czesci - starszej, wlasciwie juz wykonczonej
a miejscami nawet widocznie podniszczonej i nowszej, polozonej o jedna skarpe
nizej - bedacej wlasciwie placem budowy zamieszkalym przez turystow. Kroluje
beton, ze zbudowanego w nowszej czesci szeregu studio/apartamentow wystaja
betonowe slupy ktore kiedys posluza do zbudowania kolejnych pieter. Wokol
basenu leza tylko dwa rzadki plytek, reszta to goly beton i takaz ziemia.
Jedyne zdjecie w katalogu BB pokazujace basen nie pochodzi z tego hotelu.
Zielen, ktorej mialo byc tutaj tak wiele, jest jedynie w starej czesci miedzy
hotelem a ulica dojazdowa, reszta to beton i suchy piach. Stroma skarpa
oddzielajace oba pietra hotelu zabezpieczona jest byle jaka siatka, z ktora
radzil sobie moj dwulatek (jesli dobrze pamietam BB polecalo ten hotel
szczegolnie rodzinom - zgroza). Po terenie kreca sie bez przerwy i halasuja
jakies ekipy. Podczas mojego pobytu stanela porecz przy najbardziej stromych
schodach i zadaszano przez tydzien pool bar - wedlug BB pool bar mial
oczywiscie dzialac. Przy basenie cuchnie szambo, jeszcze gorszy zapach wydobywa
sie ze smieci nie mieszczacych sie w jedynym kontenerze i dwoch zardzewialych
beczkach, ktorych zawartosci obsluga smieciarki nigdy nie zabiera.
Wyposazenie aneksu kuchennego ma sie nijak nawet do kategorii B czy tez 3,5
gwiazdek przyznanych hotelowi przez BB. Jedyny nozyk mial ostrze dlugosci 5 cm
(polecam kroic czyms takim arbuzy) byl jeden duzy garnek, 2 widelce, 2 lyzki, 3
szklanki i 4 talerzyki. Osoby kupujace w okolicznych sklepikach patelnie byly
od razu rozpoznawane jako Polacy z Balos. W ciagu 2 tygodni pokoj posprzatano 3
razy i tylez razy zmieniono reczniki - pelne 3,5 gwiazdki. W lampkach nocnych
podlaczonych na stale do pradu (takie wystajace ze sciany) nie bylo zarowek -
atrakcja dla rodzin z dziecmi.
W katalogu BB zaleca plaze odlegla o 500m od hotelu. Aby tam dojsc brzegiem
trzeba przedrzec sie przez ciernie i skalki - kolejna atrakcja dla malych
dzieci. Mozna tez isc droga, na oko 2,5 km. Tyle tylko ze owa plaza sklada sie
glownie z kamieni, smieci i mazutu lub innej smoly w proporcjach 3:1:1. Nie ma
cienia, lezaka, parasola, nie ma nic. Po jedynej wizycie w tym miejscu wszyscy
czyscilismy przez pol godziny klapki i stopy z resztek mazutu. W przyplywie
dobrego humoru wlasciciel rozlozyl kilka parasoli i lezakow na jeszcze
brudniejszym skrawku wybrzeza (nieco wyzszy udzial smieci) tuz przed hotelem.
Przez tydzien nie widzialem na nich zywej duszy.
Jedna z atrakcji turystycznych o ktorych BB nie wspomina swoim katalogu jest
czterdziestometrowy wrak statku (chyba jakis spory kuter) rdzewiejacy jakies
300 m od hotelu, przy samym brzegu, przy drodze na polecana przez BB plaze.
Wrak upieksza widok z kazdego pokoju.
Napis wydrukowany wyroznionym niebieskim drukiem w katalogu BB glosi: do
centrum 500m. Fakty sa nieco odmienne. 800 m od hotelu znajduja sie dwa miejsca
(bary?) w ktorych mozna kupic tylko napoje (1,5 litra wody za 3 euro -
polecam). Kilometr od hotelu jedyna w Kaliviani taverna - bez zarzutu.
Najblizsze sklepiki (sa 2 obok siebie, slabo zaopatrzone) 3,5 kilometra od
hotelu. Tam jest tez przystanek autobusowy. W tym miejscu nalezy dodac ze
wyjazdy do Balos sa w zasadzie bez wyzywienia, z mozliwoscia wykupienia sniadan
na miejscu. I tu jeszcze jedna uwaga. Sniadania dla dzieci jedzacych z
rodzicami mialy byc gratis, w rzeczywistosci trzeba zaplacic 3 euro (dorosli 4
euro).
Napisanie w takiej sytuacji w katalogu, ze do centrum jest 500 m, co kazdy
normalnie myslacy czlowiek rozumie tak: pojde na 15 minutowy spacer i zrobie
zakupy na sniadanie/obiad/kolacje - to jest po prostu sk...synstwo. Zeby zrobic
normalne zakupy trzeba pojechac do Kissamos - 8 (slownie osiem) kilometrow. Tam
jest najblizsze centrum.
Sprawa przedostatnia - wylot. Na stronie BB stalo, ze loty do i z Chanii sa w
soboty. Z ta swiadomoscia polecialem na Krete, potwierdzalem to z reszta
telefonicznie w samym BB. Okazalo sie ze wyloty sa w niedziele. W konsekwencji
wszyscy mieli opuscic pokoje o 12.00 w sobote i czekac do 23.55 na walizkach na
przyjazd autokaru (wylot o 04.00, na lotnisko przyjezdza sie 2,5 godziny przed
odlotem, kiedy nawet jeszcze nie zaczynaja odprawiac, bo rezydenci i autokary
musza zdazyc po jakas grupe ktora wtedy przylatuje). W obliczu 12 godzinnego
oczekiwania kilkudziesieciu osob w jednym wydzielonym pomieszczeniu lub na
dworze (dla rodzin z dziecmi szczegolnie polecam godziny 12.00 - 16.00) w
hotelu prawie wybuchl bunt. Pobyt w pokojach udalo sie przedluzyc do 18.00
tylko dzieki temu, ze wlasciciel przestraszyl sie widokiem reklamacji, ktore
wszyscy poczeli pisac i wiazal je z faktem, ze poprzedniego dnia ktos zlamal
sobie palec i skrecil noge, byl lekarz, cos pisal itd.
Przy okazji gorace pozdrowienia dla naszych sasiadow z pokoju 202, ktorzy
przygarneli nas wieczorem (wracali tydzien poxniej) i byli nader goscinni.
Ostatnia kwestia - rezydenci BB. Wysluchiwali tego wszystkiego i nic tylko
bezradnie rozkladali rece i mowili, ze nic nie da sie zrobic i ze tak byc musi
(dla sprawiedliwosci dodam, ze liczniejszej grupie ktora przyleciala tydzien po
nas, 16 czerwca, udalo sie wywalczyc drugi garnek i deske do krojenia - dobre i
to). O wraku mowili z powaga, ze to statek i ze im sie podoba. Na plazy nie
widzieli smieci ani mazutu (propozycji wspolnej kapieli nie chcieli jednak
przyjac). Bez mrugniecia okiem powtarzali za wlascicielem, ze turysci z Polski
to zlodzieje i kradna np. telefony z pokoi (widzieli to???). Odmawiali pomocy
osobom, ktore nie chcialy placic za wycieczki organizowane przez BB (2 razy
drozej niz na miescie) i zwiedzac na wlasna reke zaslaniajac sie niewiedza
(wyjatki robili w sytuacji gdy jakas wycieczke odwolano). Klamali, ze
wypozyczalnie samochodow z Kissamos nie oferuja pelnego
ubezpieczenia i
probowali wciskac auta z zaprzyjaxnionej firmy, na szczescie z marnym skutkiem
(dla porownania atos z klima na 7 dni z BB kosztowal 338 euro, bez mozliwosci
negocjacji ceny, auto podstawiali nastepnego dnia, w Kissamos rozmowa zaczynala
sie od 208 euro - tyle bylo w cenniku, auta podstawiali w ciagu godziny).
Powtarzali, ze przeciez cena byla bardzo atrakcyjna i nie powinnismy narzekac -
rece opadaly. Raz tylko jeden z rezydentow (nie pamietam jego imienia, ale to
chyba jedyny czlowiek wsrod trojki ktora widzialem w Balos) wyznal, ze nas
rozumie i ze tez mu przykro w kolko od kazdej grupy sluchac tych samych skarg,
i ze z samym prezesem BB nawet rozmawial i na prawde nic wiecej nie moze juz
zrobic. Smutne.
Zeby zakonczyc optymistycznie to nasze wakacje w zasadzie sie udaly - ale to
glownie dlatego, ze w planach mielismy wynajecie auta na caly czas pobytu i
rzeczy typu zakupy, czy dojazd na piekna piaszczysta plaze nie stanowily dla
nas problemu. Strach tylko pomyslec co by bylo gdybysmy przyjechali z zamiarem
korzystania z urokow hotelu balos i okolicznych plaz.
Polecamy: plaze w Falasarnie (15 minut autem z hotelu) bo jest tam piasek i
troche cienia pod drzewami, nie ma zbyt duzo smieci i tloku, plaze przy wyspach
Elafonisi (godzina autem z hotelu) absolutnie najladniejsze i najczystsze jakie
widzielismy na Krecie (sa tam nawet kosze na smieci - absolutna rzadkosc) z
rozowym piaskiem i muszelkami, cedrami (chyba) dajacymi cien, szczegolnie z
samego rana, bo kolo poludnia ciagnely tam juz sznury aut i autokary. po drodze
do Elafonisi warto zobaczyc klasztor w Chrisoskalitisa.
Polecamy wycieczke do Chanii i Rethymno szczegolnie wieczorem, gdy jest juz
ciemno. Mozna tez pojechac do parku wodnego w Lmnopoulis. Warto zobaczyc takze
lagune Balos, nieziemsko wyglada z gory, ze sciezki do ktorej mozna dojechac
zabojcza dla aut ale pelna malowniczych widokow droga biegnaca tuz przy hotelu.
Tyle ze w samej lagunie jest juz znacznie mniej przyjemnie, mnostwo smieci i
silny zapach zgnilizny. Mnostwo muszelek.
Jesli ktos jest bardzo zainteresowany, moze uda mi sie podeslac pare zdjec
odslaniajacych prawdziwe oblicze hotelu balos (podeslac, bo nie bardzo mam je
gdzie umiescic)
Pozdrawiam,
Przemek
tom-rid...@wp.pl
--
Wyslano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl